Około północy nastał czas, abym objęła swoją wartę przed pokojem mego Pana. Na krok przed zasuniętymi shoji staliśmy we dwójkę, wraz z drugim yojimbo. Ja po jednej stronie a mój towarzysz po drugiej. Masayoshi-sama był dobrze pilnowany, gdyż wewnątrz sali przebywał także mój dowódca, Daidoji Hideki-sama. Po przeciwległej stronie korytarza sprawowała swą służbę podobna nam dwójka bushi, którzy strzec mieli komnaty Nomura Sue-sama. Natomiast w głębi, przed pokojem Bayushi-sama, snu jego strzegła dwójka bushi Skorpiona. Wszystko sprawiało wrażenie, iż noc minie nam powoli a jedynym, z czym przyjdzie się nam zmierzyć będzie sen ogarniający tych, którzy w bezruchu sprawować będą swoją wachtę. Jakże mylnym było to odczucie…
Pierwszym wyraźnym znakiem, ze coś jest nie w porządku były dziwne odgłosy dochodzące do nas z poziomów poniżej miejsca, w którym się znajdowaliśmy. Przebiegł mnie dziwny dreszcz, gdy poczułam na swej skórze chłodny powiew powietrza, którego tutaj nie powinnam była czuć. Kolejne chwile rozwiązały jednak zagadkę dziwnego zdarzenia. Podjęłam bowiem decyzję, po krótkiej wymianie zdań z mym towarzyszem, by sprawdzić co to za dziwne dźwięki do nas dochodziły i czym były spowodowane. Obraz, który mi się zarysował przed oczami, gdy zeszłam piętro niżej przedstawiał chaos i zamieszanie. Ktoś w pobliżu mnie wymówił słowo gaki a ja poczułam jakby mi ziemia pod stopami się rozstąpiła. Nie było czasu do stracenia, wbiegłam z powrotem na górę, lecz widok, który tam już zastałam zmroził mi krew w żyłach. Trzech z pozostających na górze yojimbo leżało martwych a bushi strzegący namiestnika stracili przytomność. Byłam jedyną, która trzymała się na nogach. Trzeba było działać szybko i sprawdzić co z mym Panem i jego małżonką. Na szczęście mój dowódca wybudził się ze snu i mógł mnie wspomóc w działaniach prędkiego ogarnięcia sytuacji i zapewnienia bezpieczeństwa Masayoshi-sama i jego żonie. Jednak Pani Sue nie zgodziła się przejść do komnaty swego męża. Dziwną była tak reakcja, lecz nie mnie to było wówczas oceniać. Zresztą nawet i z perspektywy czasu nie mnie powinno być pisanym, by osądzać Pana mego i jego wybrankę. Zgodziłam się wtedy na prośbę Sue-sama sparować pieczę nad nią w jej komnacie. Nic więcej nie mogłabym zrobić a będą świadomą choć w części zdolności mego miecza u boku, czułam się pewniej. Bezpieczeństwem mego daimyo zajął się osobiście Daidoji Hideki-sama, więc będąc siebie wzajemnie pewnymi swych umiejętności i możliwości, z większym spokojem podjęliśmy obowiazki.
Gdy tylko zajęłam swe miejsce u boku Nomura Sue-sama, na górę weszli moi towarzysze z klanu Kraba. Kuni i Hida byli gotowi wraz ze mną objąć piecze nad bezpieczeństwem zgromadzonych na ostatnim piętrze donjonu. Przekazali nam niepokojące wieści tego, co się poniżej nas działo. Łącznie ofiarą gaki padło około dwadzieścia osób. Niech Fortuny mają nad nimi swe baczenie. Wtedy Shugenja-sama zaproponował, iż wezwie siły Kami, aby pomogły mu zabezpieczyć piętro ochronną barierą, lecz ku memu skrywanemu z wysiłkiem zdziwieniu, Nomura Sue-sama stanowczo odmówiła. Nie zgodziła się także pomimo ponownej prośby, już nie tylko mojej i mego dowódcy, ale i Krabów, aby wszyscy zebrali się dla własnego bezpieczeństwa w jednej wspólnej sali. Ze zdecydowaniem potwierdziła także, iż nie będzie się ruszać ze swego pokoju, więc musieliśmy tak działać, aby nie wpłynąć w żaden sposób na podjęte przez nią decyzje a jednocześnie zapewnić ochronę zgodnie ze swymi powinnościami.
Doradziłam wtedy Kuni-sama, aby o ochronny krąg zwrócił się do Kami w pokoju yojimbo, sąsiadującym z komnatą należącą do małżonki mego Pana. Wtedy zasięg działania mocy zabezpieczającej sięgnąłby i w miejsce, gdzie odpoczywała zmożona chorobą Sue-sama. Jakimże zdziwieniem i zaskoczeniem dla nas było, gdy ciało tej drobnej i kruchej kobiety objęło się płomieniem zmuszając ją do wyskoczenia z posłania i ucieczki przed ogarniającym ją cierpieniem. Powiem szczerze, że nie zastanawiałam się w tametj chwili co jest dobre a co złe. Powinność i obowiązek rozmyły się niczym przelane wodą i sięgnęłam wówczas po broń przy my pasie tnąc niebezpieczeństwo, które ogarnięte płomieniem się do mnie zbliżało. Z katany dobiegł mnie odgłos warknięcia, gdy postarałam się zmniejszyć siłę cięcia i powstrzymać jej miażdżącą moc, gdy się zorientowałam, iż podnoszę dłoń na wybrankę mego daymio. Otumaniona nieco tą sytuacją, lecz wciąż starając się opanować swe emocje, osuwającą się na podłogę nieprzytomną Sue-sama, pomimo ognia, który wciąż trawił jej ciało złapałam na ręce stając na granicy obszaru, który objęty był działaniem modlitwy ochronnej do Kami.
Oddałam wtedy pod decyzję mego Pana co powinnam zrobić. Wiadomym bowiem już było, choć nikt nie ośmielił się wypowiedzieć tego na głos, iż małżonka daymio została dotknięta skazą cienia. Me naglące pytania o to, czy mam wraz z Sue-sama na rękach usunąć się poza krąg i zająć się ugaszeniem płomienia ogarniającego jej ciało czy też przestąpić granicę i pozwolić jej spłonąć w pożarze, który odbierze jej życie, zmusiły Masayoshi-sama do prędkiej decyzji. Powiedział wtedy bym odsunęła się poza obszar chroniony przez Kami a ja posłuszna jego rozkazom wykonałam to polecenie bez jakiegokolwiek zbędnego już słowa. Decyzja została podjęta a rozkaz wydany, więc żaden honorowy samuraj nie śmiał by nawet pomyśleć o podważeniu słów wydanych przez swego Pana.
Płomień został ugaszony a rany zaleczone na tyle, na ile moce i zdolności shugenja-sama pozwoliły. Dłonie me piekły a strój nadawał się do zniszczenia, lecz niczym to było w porównaniu z tym, o czym przyszło nam później rozmawiać.


Komentowanie zakończone.