Sareena Krie dhu Le’Ghae’Ruaeg alias Sera de la Rue.
Owszem, dobry Księże, dobrze widzisz, pochodzę z Nordii. I co z tego? Owszem, wiem że jest późno, ale czy nie wysłuchasz mej spowiedzi? No właśnie.
Pochodzę więc z Nordii i urodziłam się ponad pół wieku temu, w niezbyt zamożnej, ale szczęśliwej, na ile to możliwe w Nordii, rodzinie ziemiańskiej. Nie posiadamy tytułu godnego uwagi, a mój ojciec i brat obywają się zwykłym „Kawalerem”. Nie miało to znaczenia. Mój dziad, za jakieś tam zasługi na Agaryjskim froncie otrzymał nadanie całkiem sporego kawałka ziemi i na nim gospodarujemy.
W tamtych czasach żyłam z Ojcem i młodszym bratem Erdilem. Matka zmarła przy jego porodzie. Cóż się tak patrzysz dobry Księże, nawet Nordyjczycy umierają, a sam wiesz najlepiej jak źle śmierć na nas wpływa. Nie pamiętam jaki był ojciec przed jego narodzeniem, ale później był bardzo zgaszony. Wciąż siedział w gabinecie i coś pisał.
Gdy miałam 15 lat, smutna atmosfera mego domu wygnała mnie w świat, a dokładnie do Cynazji, na nauki. Wiadomo, że tam są najlepsze uniwersytety. Myślałam zostać artystką, jak moja matka, ale Bóg w swej mądrości poskąpił mi talentów w tej dziedzinie. Potrafiłam patrzeć, ale nie potrafiłam przenieść tego co widzę na płótno, ani na papier. Nic to, rozpoczęłam nauki pod okiem mentora, starszego ode mnie Cynazyjczyka Dorena de Bruille. Dopiero później dowiedziałam się że jest Księciem, ale wówczas nie miało to znaczenia. On miał już za sobą 10 lat nauki i był bakałarzem, a ja jego uczennicą.
Powiadacie panie że nie rozmawiał ze mną zbyt wiele? No, owszem, na początku, ale widzicie Księże, nie jestem nieładna. Nie widzicie nic przez kratki konfesjonału? No tak, więc opowiem. Mam śniadą, jasną skórę i kręcone włosy, tak czarne, że niemal fioletowe, albo może tak fioletowe, że aż czarne? Nie wiem, zawsze mnie to zastanawiało. Ale uwagę zwracają moje oczy. Zielone jak szmaragd ze złotymi plamkami. Nie da się w nie spojrzeć i ich zapomnieć. Może to wada w mojej pracy, ale to chyba najpiękniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziałam. Księciu Dorenowi się podobały (buzię Sery rozjaśnia uśmiech widoczny nawet przez szczeble konfesjonału; Ksiądz choć przerażony też jest pod wrażeniem). Tak, tak. Podobały się. Tyle, że twarz jednak zdradza pochodzenie Nordyjskie, co do tego nie ma wątpliwości. Pytasz panie czemu jestem taka otwarta? Odpowiem, że mój ród żyje poza Milczącymi Górami, na wybrzeżu, gdzie hodowaliśmy konie, kiedyś. Tak, nawet Nordyjczycy są różni.
Lecz powróćmy do Księcia. Tak, byliśmy kochankami, przez moment. Nie byłoby możliwe, by pojął kobietę taką jak ja, więc powróciłam do domu. Były to czasy ciężkie, bowiem brat mój rozpoczął nauki by zostać Księdzem. A czemu nie? Czyż Nordyjczycy, przynajmniej niektórzy, nie są karianitami?
Mijały lata, sporo ziemi zostało sprzedane by wykształcić mnie i mego brata. Pozostał dworek, nieco łąk przyległych do niewielkiego lasku i kawał kamienistego wybrzeża. Byliśmy w stanie utrzymać się jedynie dzięki temu co zarobił mój brat. Wtedy dowiedziałam się o ślubie mego dawnego przyjaciela Księcia de Bruille, o narodzinach jego córki i śmierci jego młodej żony. Wielkim było moje zdziwienie, gdy mnie zaprosił bym zajęła się jego córką.
Doren postarzał się. Choć miał ledwie lat 40 wydawał się znacznie starszy i złamany, całym jego życiem była dziewczynka, Sera (nie śmiem podejrzewać że imię odziedziczyła po mnie raczej, niż swoich przodkach), którą znam od kołyski. Z czasem stała się dla mnie przyjaciółką i powierniczką, tak jak ja byłam jej powierniczką. Wydaje mi się że byłam szczęśliwa. Pytasz czy przeklęci Nordyjczycy mogą być szczęśliwi? Nie wiem. Nie interesuje mnie drążenie w przeszłości, ani próby odsłonięcia zamysłów Boga, zresztą odkąd znam całą prawdę o sobie, wiem dokładnie że nic mi już nie pomoże. Ale wyprzedzam fakty i mylę opowieść.
Opiekując się Serą de Bruille zarobiłam dość pieniędzy by dokupić do posiadłości więcej ziemi i wydzierżawić ją wolnym chłopom, dzięki czemu nie musimy już opierać się wyłącznie na pieniądzach mego brata.
Jak mówiłam czas leciał. Moje życie należało wówczas do Dorena i Sery de Bruille, którzy choć nie byli moją rodziną, zdawali się prawdziwsi niż krewni Nordyjczycy. Wstrząs nadszedł, gdy zmarł Doren de Bruille, mając 70 lat. Stojąc nad jego grobem, otaczając ręką jego już trzydziestoletnią, zamężną córkę, doznałam czegoś więcej niż tylko wstrząs. Byłam długowieczna, piękna i przeklęta, a nic nie zrobiłam dla swego odkupienia. Nie Księże, nie jestem Karyjką, ogień wiary nie płonie w moich oczach, ale jestem wierzącą karianitką.
Trafiłam do wojska w Agarii. Oczywiście nie jako żołnierz. Mało kto chciałby walczyć u mego boku, ale Zwiadowcą, tak. Moje wiejskie wychowanie, znajomość szlaków i lasów, odporność na ciosy i radość z samotności doskonale pasowały do tej właśnie roli. O tak widzę twoje oczy, mości Księże, nie wierzysz bym choćby i w Zwiadzie była akceptowana. Może, ale przynosiłam rzetelną wiedzę i miałam dar. Potrafiłam podejść do elfów, coś im zabrać i wrócić. Zupełnie jakbym była przez nich niezauważana. I znów, dziś wiem czemu tak się działo, lecz wówczas, traktowałam to jak dar, znak, że być może nie wszyscy jesteśmy skazani na potępienie i objęcia Kusiciela… Znów wyprzedzam fakty.
W wojsku, zwłaszcza w Agarii, gdzie walczy się dla samej tylko walki, skuteczność doceniana jest znacznie bardziej niż by się wydawać mogło. Awansowałam. Na porucznika. Tak Księże, nawet Zwiadowcy potrzebują oficera, by im wskazał co zrobić. Tak wierzę że słyszałeś opowieści. „Idźcie i znajdźcie”, ale kto ma wskazać dokąd iść i czego szukać. No właśnie, sam widzisz, oficer, czyli ja. Mając żołd porucznika mogłam wspomóc rodzinę, co wówczas wiele dla mnie znaczyło. Przez dziesięć lat walczyłam w Agarii, aż wreszcie obdarzono mnie przydomkiem Krie, nie wiesz co to znaczy, bo to po Nordyjsku. Tak wiem, że nie wiesz …., może ci powiem (do MG; hipotetycznie Krie znaczy Wilk, przez oczy i skuteczność) …, a może i nie. Chyba nie, nie ma to znaczenia. Dość że doceniłam ten gest.
Czy miałam przyjaciół? Och, ależ wy jesteście niezwykli …, ale tak. W obozie był tylko jeden Nordyjczyk, zwykły żołnierz, ale Nordyjczyk, jedyny, który w żaden sposób nie obawiał się kontaktów ze mną. No, nie różnił się od innych, ale był zaufany, ciekawe co się z nim dzieje?
Wracając do opowieści. Miałam już prawie 70 lat, co rzecz jasna niewiele zmieniało i byłam szczęśliwa, na ile się da oczywiście, gdy mój świat się załamał. Zmarł mój Ojciec. Na Zarazę. No cóż tak się patrzysz? No tak wiem co mówią, że Nordyjczyków choroby się nie imają, ale raz już ci powiedziałam, różni są Nordyjczycy, choć wyglądają tak samo.
O jego śmierci dowiedziałam się z listu brata, który oddal mu ostatnią posługę. Było to wstrząsające i straszliwe. Śmierć dla Nordyjczyka znaczy przekleństwo, objęcia Kusiciela i karę za winę którą jest obciążony, a której sam nie popełnił.
Wydaje się że zaczęłam się wówczas zachowywać inaczej. Kilku żołnierzy wzięło w twarz, a ja narażałam się na zbędne ryzyko i często tylko umiejętność odpędzania złego, jaką miał Wenclas (tamten żołnierz Nordyjski), uchroniło mnie od zguby.
Zaczęły się plotki że przyciągam Ciemność, ale ja byłam jak w malignie, obojętna na plotki, na znak krzyża wykonany w moją stronę, na obecność Karyjskiego Inkwizytora również.
Nie był to jednak koniec. Dostałam bowiem listy. Dwa. Jeden od jakiejś „przyjaznej duszy”, której nie znam, a drugi od ojca. Pierwszy zawierał jadowite słowa: „Pomiocie Devirii, usuń się z drogi, albo zostaniesz oczyszczona w ogniu wiary”, który to list nie był nawet podpisany. List od Ojca jednak był niemal równie straszny, bowiem odkrywał rodzinną tajemnicę.
Prawie trzysta lat temu, w Agarii mój przodek pojmał elfkę. Czemu nakazano mu ją odwieźć do przesłuchania, czemu jej nie zgładzono, czemu? Nie wiadomo. Tajemnica przeszłości. Ale Oni nigdy nie dotarli na miejsce. Ojciec pisał, że piękna Deviria uwiodła mego przodka, zapewne w nadziei ucieczki. Nie doceniła jednak krwi Rodian płynącej w jego żyłach. Ojciec nie śmiał wysunąć przypuszczenia że elfka zakochała się w mym przodku, ale można to było wyczytać między wierszami (wszak przynajmniej raz miało to miejsce). Jakkolwiek by było Elfka powiła memu przodkowi syna, a ten miał dzieci, aż do mnie. Tak Księże, podwójnie przeklęta, Nordyjka nosząca krew devirii. Pytasz co mnie jeszcze trzyma przy życiu? Co mną kieruje? Odpowiem ci. Dwie rzeczy. Ciekawość; kim była „przyjazna dusza”, która obiecała rozgłosić tajemnice, jaką znać mogą tylko pierworodni mego rodu? To, oraz przyjaźń Księżnej Sery de Bruille.
Pozwól jednak Księże spowiedniku że dokończę moją opowieść. Potem będziesz mógł mnie wyprowadzić z tego przybytku Jedynego i może wezwać Inkwizytora. Zgodzisz się? Czy twoja wiara jest tak silna by nie obawiać się potencjalnych czarów jakie mogę na ciebie rzucić? Widzę że się wahasz odkąd wspomniałam o czarach. Ale nie bój się, nie władam mocą Ciemności i nadal wierzę w Jedynego, tak przynajmniej sądzę.
Cóż. Stało się tak, że po odczytaniu listu od Ojca (który nawiasem mówiąc nadal noszę ze sobą zamknięty w podwójnej ściance manierki), straciłam zmysły. Na środku obozu, tam gdzie stałam. Ocknęłam się natomiast poza obozem. Koło mnie leżały moje rzeczy, a nade mną stał Nordyjski podwładny, najwyraźniej to on mnie tu przyniósł.
Z obawy przed Inkwizytorem z Kary, nie odważyłam się powrócić do obozu. Kiedy leżałam bez zmysłów, powalona niby magicznym sposobem, każdy mógł odczytać te listy. Dosłownie każdy mógł znać moją Tajemnicę. Czyż nie jest zrozumiałym, że wróciłam do domu? Choć może należy powiedzieć, że zaczęłam wracać do domu. Niejedną karczmę zaliczyłam, w niejednym lesie spędziłam, i miesiąc cały, w malignie przedzierając się przez krzaki, otoczona zwierzętami.
Do rozumu doszłam ledwie miesiąc temu. Jak? Dzięki Serze de Bruille, która nie dając ani wiary w mą skazę Ciemności, ani nie przywiązując do niej wagi rozpoczęła poszukiwania mnie, kiedy tylko doniesiono jej że znikłam z obozu. Myślę że muszę oddać jej ten dług najlepiej jak potrafię.
Tak Księże, skończyłam. Czujesz się zbrukany? Zapewne. Ale wyobraź sobie jak ja się czuję, opowiadając historię mego życia właśnie tobie. Tak. Odprowadź mnie, chcę jeszcze złożyć datek na poczet czystości twego kościoła.
Macie piękne Odrzwia. Rzeźbione, pokryte obrazami Rodian oddających cześć Jedynemu w czasach gdy byli czyści. … Czemu wytrzeszczasz oczy? Czy mój sztylet w twym płucu ci przeszkadza? Wybacz, ale przyznaj, uczciwa spowiedź czyni mnie znacznie uczciwszą niż ciebie, który złamałeś tajemnicę spowiedzi. Nie bądź taki przerażony. Jeszcze chwila a porozmawiasz ze stwórcą. Pozwól mi że zaprowadzę cię w tamte krzaki. Chętnie zapewne usiądziesz. O właśnie. A teraz posłuchaj. Jeszcze możesz z tego wyjść, przynajmniej tak mi się wydaje.
Powiedz mi proszę komu wydałeś Hrabiego de Angelou, męża mojej przyjaciółki??


Jeden komentarz do “Spowiedź Sery”