27 Octanver, wieczorem i następne
Matka Nevisa to bardzo ciekawa kobieta. W Pharest, choćby przypadkiem, człowiek uczy się o różnych ludach i miejscach. Złota elfka która rodzi człowiekowi dziecko… zostaje z nim i patrzy jak każdego dnia życie z niego ucieka, musi być kimś niezwykłym. W tej jednak chwili przerażenie przelewało się przez B’Rial. Fale strachu były chyba namacalne. Ledwo mogła mówić. Szczęki same jej się zaciskały i musiała wyglądać jak potwornie wściekła.
Jedno słowo tej kobiety mogło być jak wyrok.
Czy ja to ja? W głosie elfki musiało być słychać błaganie, choć dla niej samej zdawał się bezdźwięczny.
A jednak!!… Radość ją rozpiera. Jest sobą… jest tą którą była zawsze… sierotą, złodziejem… ale sobą!
* * *
Dzwony. Nad całym miastem.
O tej porze dzwony biją tylko z dwóch powodów. Pali się połowa miasta, albo mamy kolejny atak.
Smoki. 1… 5… 10… Mrowie…. Do tego wojownicy na ulicach.
Pierwsza reakcja… ukryć się.
Pierwsza świadoma myśl. Lepszej okazji nie będzie. Nigdy nie wiadomo w co uderzy fala ognia z niebios. Ten dom, czy tamten dom. Ta dzielnica czy inna. Błękitna Dama musi być w tej chwili pusta. MUSI!
* * *
Dookoła trwa walka. Strażnicy, mocno przepłacani w mniemaniu miejskich złodziei, pokazali, że jednak biorą te pieniądze z jakiegoś powodu. Dzielnie stają. Trup ściele się gęsto.
Biegła w cieniu budynków. Nevis z miną mocną wątpiącą podąża za nią. Motywy jakie go skłaniają do działania co raz bardziej dziwią B’Rial… czy to możliwe że ten półelf się w niej zadurzył? Ale jak… Co w niej było takiego że coś takiego mu się przytrafiło? A co ona do niego czuje? Ciężko o tym myśleć. Och ma pewien urok… Ba… jest śliczny… w ubraniu, a zwłaszcza bez… ale…
Jakiś ruch w głębi alei. Dwie osoby ciągną trzecią. Niby nic niezwykłego na polu walki, ale wyglądało na to że dwóch mieszczan ciągnie wroga!! Błysk… Mieszczanie mieli medaliony. Może B’Rial jest przewrażliwiona, ale…
Mężczyźni… jeden potężnie zbudowany, jak kowal, albo kamieniarz… drugi słabszy… ten dowodzi. Słychać ich rozmowę. Ten większy zaraz podejdzie do drzwi… żeby go tak wyczuć… Teraz? Teraz…. TERAZ… trzaśnięcie drzwiami. Dźwięk upadającego ciała… B’Rial z dobytymi sztyletami wskoczyła do środka… ale … sami nieprzytomni. Kilku mieszczan… jeden z wrogów… uzdrowiciel.
Kowal jest człowiekiem. Uzdrowiciel nie…
W skrzynce leżą kajdany… skuć na małpę… zawiadomić tego tam… Coliera…
Później… teraz trzeba biec.
* * *
Nene przyniosła wieści.
Za jakieś sześć dni, trzeciego Nuwanvera w Baranim Rogu pojawi się kobieta. Ona jest celem.
Ale kim jest Aurana Vorle??
* * *
Nie ma psów. Mogły sobie być ogarami z piekła, ale właściciele się o nie bali. Droga inwestycja.
Murek, płaszcz na krzaki jeżyn. Prosta sprawa… kiedy nie ma psów.
Drzwi to inna bajka. To’Leman nazywał takie zamki po prostu ZAMKAMI. I teraz widać to jak na dłoni. Skomplikowany… ale… Kombinacja zaklęcia otwarcia z wytrychami i drzwi stanęły otworem…
A guzik… Rozpórka… pod klamką, opiera się na podłodze. Tych drzwi i bawół nie ruszy… chyba że przypadkiem B’Rial ma szczęście i to się opiera na klamce. Wymieniając się, raz B’Rial, raz Nevis przepiłowali klamkę… poszło… czasem jednak szczęście sprzyja.
Poczuła ruch… Nie tyle go zobaczyła… nie tyle go usłyszała… co po prostu poczuła. Tam ktoś jest, czai się za jednym z posągów… Z lewej czy z prawej?? Jak to przewidzieć…
Nevis, poproszony rzuca czar… jednak uczucie że tam ktoś jest i porusza się ze zręcznością kota, nie opuszcza B’Rial.
Rzut do środka na tygrysa… zwinęła się w locie i opadła na nogi i jedną rękę…. Cios poszedł górą… Cios wykonany przez rękę idealnie czarną… jej rękę…
Jakby nie wiedziała że taka kopia może istnieć… elfkę mógłby zabić w tej chwili szok wywołany obserwacją ruchów samej siebie… A tak…
B’Rial zawinęła się … podcięła tamtą… Jej kopia chyba jednak nie była tak dobra jak oryginał… runęła na twarz…
Nie ma śladów krwi… Kopia….
Niezapominajka na szyi… Ciekawe czy na nią Nevis też byłby taki napalony… Wyraz jego twarzy daje do myślenia…
* * *
Drzwi na trzecie piętro zabezpieczone jakby miały chronić monarchę przed zamachem.
Magia… ochronna… jakiś alarm… nekromancja?? O nie… w tym zamku to ona grzebać nie będzie… Niemal zrezygnowała… Kominek… rzucił się jej w oczy …
Szyb biegł przez całą wysokość budynku. Inaczej byłby za drogi. Wąski… Nie każdy tędy wejdzie… Ale B’Rial jak najbardziej.
Trzecie piętro to apartament. Dwie duże sypialnie i gabinet… Papiery… księga rozchodów i przychodów… notatka… jedna i druga… Księga go pogrzebie… handel kopiami… opłacanie oryginałów. Sprytnie to wymyślił, ale jest jeden szkopuł. Klienci nie wiedzieli ze kupują kopie… „Tamten” nie ma w zasadzie dowodów … a raczej nie przekona Straży do zabicia kogoś dla dowodu… Cóż. Czasami i królowi zwiną koronę.
Notatki… O! To o niej… Uczennica… trzeba wyeliminować… zbyt wścibska… Cóż. Może to nie o niej… ale i do niej pasuje… To pomieszczenie. Ten gabinet jest na Niziołka … albo Gnoma… Jeśli tym Gnomem był Farbo, to notatka jest o niej…
Druga notatka też w zasadzie o niej… dotyczy celu jaki jej zlecono. Ten mały drań chce wiedzieć czemu jakiś Lenvor chce zabić ową Vorle… „Przyjąć ją jak królową” Cóż. Widać ten Barani Róg to jednak nie jest speluna…
Pieniądze. Pełniutka sakiewka Rycerzy… 100 Rycerzy… B’Rial przełknęła ślinę… platyna… nigdy dotąd nie miała w rękach tego metalu…
Przeszukanie pomieszczenia przyniosło jednak rozczarowanie. Chodziło wyłącznie o pieniądze. Niemal ze złością, elfka zgarnęła wszystkie magiczne bibeloty. Naszyjnik z niezapominajką, pierścień kontrolujący i śliczną elfią bransoletę o ochronnych właściwościach …
Sypialnia. Iana… Verrakai miała dość tej małej dziewki. Gdzie się nie obejrzeć natykała się na nią, albo jedną z jej kopii… Porozmawiały sobie. Mała wiedziała zadziwiająco mało jak na dwa lata bliskiej znajomości z Bródką. Trochę jednak wiedziała… Lenvor to „polityczny” przeciwnik Farbo (który jednak jest tym małym skurwielem kierującym tym kramem)… Aurana Vorle jest zaś dyplomatą… To i tak nie na głowę młodej złodziejki, ale dzięki dziewczynie miała dość dowodów by iść do władz…
* * *
Colier to starszy, sympatyczny człowiek. Ma bary jak niedźwiedź. Wysłuchał spokojnie wszystkich faktów. Nie pyta o bzdury. Nie naciska by zeznawała przed sędzią. Zgadza się z sugestiami że paniczyk i Iana zechcą zeznawać. Iana ma syna którego miasto może jej odebrać… Paniczyk będzie się obawiał że ojciec zamknie źródełko z pieniędzmi jeśli nie zatuszuje tu swoich wybryków…
* * *
Ucieczka z miasta.
B’Rial jest niepocieszona, ale też nie jest specjalnie przerażona tą perspektywą. Kaczedolne na nią czeka, a tam karczma. Co ją może spotkać na prowincji… Cóż, złodziejce brak doświadczenia w obcowaniu z dziczą by przewidzieć możliwe kłopoty, ale z drugiej strony, tam nie będzie gorzej niż tu kiedy ludzie Farbo zaczną na nią polować. Nene też nie wydaje się przerażona wyjazdem. B’Rial zaproponowała jest spółkę i partnerstwo. Czemu nie. Z karczmy spokojnie obie wyżyją. Nene zaś ewidentnie pragnęła odmiany. Elfka nie sądziła że tamta naprawdę chce polować na ludzi. Nena zresztą wygląda na dziewczynę, której wieś nie jest obca. Najgorzej z Nevisem…
Jego pożegnanie z rodzicami musiało być niezwykłe. Już podczas wizyty kilka godzin wcześniej B’Rial miała wrażenie, że jego stosunki z ojcem są co najmniej napięte… Po tym jak będzie musiał się ukrywać na prowincji, pewnie popsują się jeszcze bardziej. Przez chwilę poczuła się winna…
Prezent. Dał jej prezent. Nie czuła się jak osoba której piękni młodzieńcy dają prezent.
Kolczuga. Delikatny splot jakiego elfka nigdy jeszcze nie widziała. Sama wychowana w mieście, na ulicy przez złodziei i ulicznice nie miała nic z elfiego dziedzictwa. Ba. Ledwo mówiła swoją ojczystą mową.
Ciągle w szoku dała się zaprowadzić pod Wielką Bramę. Tam, nadal w szoku, dała się włożyć do drewnianej skrzyni i powieźć w nieznane.
* * *
Kaczedolne to jedna ze wsi utrzymujących Pharest. Aby zasłużyć na taką nazwę, musiała to być prawdziwie mała i obskurna wieś. Już w drodze, zamknięta w skrzyni B’Rial doszła do wniosku że nie ma najmniejszego zamiaru żyć w tej dziurze dechami zabitej. Co to by w ogóle było za życie, pokolenie za pokoleniem tych samych nudnych, wiejskich gąb. Może Nene zgodzi się zarządzać karczmą w ich wspólnym imieniu, odpalając elfce co jakiś czas część zysku. Ona sama mogłaby podróżować. Zajrzeć do Milendii … może odwiedzić księcia Alberta Cadweriusa?? Pojechać dalej, sprawdzić gdzie też może być Retwalen? Miała czas.
Nevis…?
Cóż, to kłopot. On pewnie będzie chciał wrócić do Pharest. Rozumiała go. To jego dom. Tam żyją jego rodzice. Jednak trochę szkoda.
Postój.
Spacer, który w założeniu miał pozwolić B’Rial na rozprostowanie kości skończył się cichą, szemraną rozmową z Nevisem. Przyjęła jednak prezent. Speszona, nie bardzo wiedząc jak ją założyć, poddała się jego działaniom.
Ręce na piersiach, na brzuchu i na udach. Fachowe dłonie dopinające właściwe paski. Wola słabnąca z każdym dotykiem. Czy specjalnie czynił to zadanie takim zmysłowym, czy działo się to przypadkiem. Nogi jej zadrżały… Wola oporu przed uczuciami jakie ją ostatnio ogarniały, całkiem zanikła.
Ultimatum i zgoda. Obiecał nigdy jej nie skrzywdzić… nigdy nie opuścić!
Rzuciła się na niego. Całując i pieszcząc. Nie pozostawał dłużny. Jego dłonie wpychały się pod jej ubranie, przekrzywiały zbroję i naciągały świeżo dopasowane paski…
Chwila za chwilą… aż do kulminacji… Jednak spełnienia nie było… jeszcze nie!
Oderwała się od niego nie mogąc złapać oddechu. Woźnica, stary Krasnolud, którego imienia jakoś nie poznała, okazał się domyślny, albo może Nene go uświadomiła że ani elfka ani jej towarzysz szybko ze spaceru nie wrócą.
Działając być może instynktownie, B’Rial, zaczęła ściągać z siebie ubrania…
To był jej pierwszy raz. Ona była dzika i namiętna, on delikatny i zadziwiająco wyrozumiały. Jej dłonie i usta docierały do wszystkich jego zakamarków starając się sprawić mu tyle rozkoszy ile jeszcze w swoim życiu nie doświadczył.
Tej nocy doświadczyła go na tyle sposobów na ile jego wyobraźnia barda pozwoliła… Czy to była miłość? Czy tylko pożądanie?… Czy jej poranne pragnienie by obudzić go swoimi ustami pieszcząc go między udami był spowodowany podpatrzoną wiedzą, czy czymś głębszym?? A później, kiedy ostatecznie ruszyli i miała ochotę płakać i śmiać się jednocześnie, to było już uczucie?
Nie potrafiła sobie odpowiedzieć.
* * *
Dni podróży wozem mijały. Po tym pierwszym wybuchu namiętności nie mieli już dla siebie stosownego miejsca. Domyślny uśmiech Krasnoluda też ich zresztą nie zachęcał do śmielszych zachowań. B’Rial mało zwracała uwagę na okolicę. Miała ochotę jakoś Nevisa obdarować, ale nie miała czym. Tok jej myśli został jednak zakłócony świadectwem, że okolica wcale nie jest spokojna tylko dlatego że leży z dala od miasta.
Szczątki wozu.
Jej kruk, wywołany jeszcze w mieście, latając nad okolicą stanowił jej jedyne zabezpieczenie przed sekretami dziczy. Na ulicy między domami, złodziejka wiedziałaby na co zwracać uwagę. Tutaj była ślepa jak świeżo narodzone kocię.
Ciała wiszące na drzewie. Ścierwo koni na poboczu… Dziecko, mniej niż pięcioletnie, błąkające się po okolicy.
Krasnolud miał rację. W tej okolicy grasują bandyci. Szczęście, że ślady ich działania były stosunkowo świeże, by szybko nie wrócili w tą okolicę, ale nie tak świeże by byli niedaleko.
* * *
Bandytami dowodzi kobieta. To było niemal pewne, skoro nie zdecydowała się na obwieszenie również dziecka. Z drugiej strony skazała to dziecko na powolną śmieć. Nie mogła mieć wszak najmniejszej nawet dozy pewności że ktoś szkraba znajdzie.
Takież to niewesołe myśli płynęły przez głowę B’Rial gdy razem z Nevisem szli za krukiem w głąb Lasu Pharest, z każdą milą zbliżając się do moczarów oddzielających Region Pharest od Milendii. Tam właśnie kruk dojrzał paki…
Mąka… towary jakimi handluje się po wsiach.
Coś tu było strasznie nie tak.
Bandyci napadający okolicę gdzie nie mają szansy się dorobić? Toż to czysty obłęd.
* * *
Ruiny. Tu ich zaprowadził nos przywołanego przez Nevisa psa. B’Rial zagapiła się na niego z podziwem. Ten chłopak co raz bardziej się elfce podobał. Ich umysły pracowały podobnie, choć jej brakowało jego nutki bohaterszczyzny, a jemu jej praktycznego spojrzenia na życie. Połączenie tych cech mogło im przynieść wiele sukcesów, albo rozgoryczeń… Teraz jednak…
Zwiad. Powoli w cieniu drzew złodziejka z bardem obchodzili ruiny.
Tu znajdowała się baza wypadowa bandytów. Dwadzieścia koni upchniętych w stajni, za mało ich i za dużo jednocześnie. Wygląda że każdy z bandziorów ma swojego wierzchowca, z drugiej strony więcej jak dwudziestu i tak by się w tych ruinach nie pomieściło.
B’Rial liczy strażników. Jeden na szczycie wieży… dwóch na blankach poniżej… brak osmaleń od pochodni na murach… albo mają w swym gronie istoty widzące w ciemnościach, albo używają jakiejś innej metody… żadna jednak nie wydaje się elfce sensowna w tych okolicznościach.
Kruk zostaje. Będzie meldował.
* * *
Wieś Kaczedolne nie zasłużyła na miano obskurna. Dziura… jednak karczma była przyzwoita. Karczmarza podobno bandyci powiesili kilka dni wcześniej (Verrakai zauważyła milcząco, że owi bandyci coś lubią wieszać). Baby co pracowały w karczmie podobno uciekły… lepiej żeby wróciły, inaczej cały pomysł spali na panewce.
A w ogóle, uznała B’Rial, trzeba się pozbyć tych bandytów. Psuć będą interes, a jeśli pojawią się we wsi większą liczbą, to sobie przecież sama, z towarzyszami, nie poradzi.
Wieśniacy nie chcą z nią gadać. Ewidentnie bandytom przewodzi Drowka… Niezwykłe. B’Rial po raz pierwszy miałaby okazje poznać kogoś ze swej rasy… a przynajmniej spokrewnionego z jej rasą.
Noc minęła… spokojnie, żeby nie powiedzieć, przyjemnie.
* * *
W pobliżu jest tylko jedna faktoria. Żądzą nią wyznawcy Hextora z odległej, ale jakże groźnej Hexary. B’Rial wie o nich tylko tyle że handlują niewolnikami… okropny zwyczaj. Elfka zaczęła być zdecydowanym wrogiem niewolnictwa gdy samej zaczęło coś takiego grozić i jakoś tak zostało… chyba że to nieuniknione… wówczas co poradzić
Przywódczyni enklawy pozuje na twardzielkę. Otacza się magią. Zgodziła się zidentyfikować bransoletę jaką B’Rial zwinęła Farbo… jakże dawno temu! Zgodziła się też zrobić taką drugą dla Nevisa… B’Rial skręca się wewnętrznie ale … chyba robi to z miłości…
* * *
Ich czworo, czterech chłopów ze wsi, co „potrafią obracać żelazem” cytując krasnoluda, sześciu janczarów z Hexary… w tym półelf i półdrowka z łukami (kolejny przedstawiciel jej rasy… B’Rial chłonie jej gesty i zachowanie). To powinno wystarczyć na bandytów, zwłaszcza jak łucznicy zdejmą strażników a ona sama wbiegnie na mur i zdejmie trzeciego.
Hexarczycy chcieli za to sporej ceny… Drowkę która dowodzi bandytami na postronku i usługi w karczmie… B’Rial ma nadzieję że będą dyskretni. Lepiej by Nevis tego nie widział… Jeśli zaś chodzi o karczmę… raz w miesiącu przenocować kuriera to nie jest wielka cena … zwłaszcza że zapłaci za jedzenie…
* * *


Jeden komentarz do “Historia B’Rial – Matka Nevisa to bardzo ciekawa kobieta.”