<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Angmar blog RPG &#187; Bez kategorii</title>
	<atom:link href="http://angmar.adminbros.com/?feed=rss2&#038;cat=1" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://angmar.adminbros.com</link>
	<description>Blog "Sekty RPG"</description>
	<lastBuildDate>Thu, 12 Aug 2010 18:54:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>HRRRRrrrrrr&#8230;</title>
		<link>http://angmar.adminbros.com/?p=301</link>
		<comments>http://angmar.adminbros.com/?p=301#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Jul 2010 00:58:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://angmar.adminbros.com/?p=301</guid>
		<description><![CDATA[Co prawda była to subtelność zupełnie nie w jej stylu, lecz okazała się wyjątkowo skuteczna, i admirał Sebastian D&#8217;0rville przyrzekł sobie w duchu dowiedzieć się, kto dowodził tym lekkim krążownikiem. Każdy, kto tak przeprowadził ten manewr, zasługiwał na uwagę, i miał zamiar oświadczyć to owemu kapitanowi osobiście. Zakładając, ma się rozumieć, że zdoła się wystarczająco [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co prawda była to subtelność zupełnie nie w jej stylu, lecz okazała się wyjątkowo<br />
skuteczna, i admirał Sebastian D&#8217;0rville przyrzekł sobie w duchu dowiedzieć się, kto<br />
dowodził tym lekkim krążownikiem. Każdy, kto tak przeprowadził ten manewr, zasługiwał na<br />
uwagę, i miał zamiar oświadczyć to owemu kapitanowi osobiście. Zakładając, ma się<br />
rozumieć, że zdoła się wystarczająco długo powstrzymać przed uduszeniem skurwysyna, by<br />
zdążyć mu pogratulować.</p>
<p><em><strong>boskie, odkopałem Honor Harington..</strong></em>.</p>
<p>- Nie żądam zdradzania żadnych tajemnic &#8211; uprzedziła Honor. &#8211; Natomiast potrzebuję<br />
ludzi, którzy&#8230; z własnego doświadczenia znaliby najlepsze kryjówki i sposoby ukrywania<br />
kontrabandy na pokładzie promu i statku kosmicznego.<br />
Jedyną reakcją bosmana było nieznaczne uniesienie lewej brwi.<br />
- Potrzebuję ich jako specjalistów do zespołów zwalczających przemyt, które będą<br />
kontrolowały dostarczane na Medusę ładunki. Dobrze byłoby, gdyby cechowała ich<br />
inicjatywa i dyskrecja. Może pani mi takich znaleźć?<br />
- Ilu pani potrzebuje, ma&#8217;am?<br />
- Około piętnastu &#8211; odparła Honor, ignorując nietypowe rozbawienie widoczne w<br />
szarych oczach McKeona. -Będziemy korzystali z trzech pinas i dwóch promów i chciałabym<br />
na każdej wachcie mieć jednego takiego człowieka na pokładzie każdej jednostki.<br />
- Rozumiem &#8211; Mac Bride zamyśliła się i odparła po chwili. &#8211; Mogę ich znaleźć,<br />
ma&#8217;am. Czy potrzebuje pani jeszcze czegoś?<br />
- Nie, bosmanie. Proszę dać listę pierwszemu oficerowi do końca wachty.<br />
- Aye, aye, ma&#8217;am. &#8211; Mac Bride zasalutowała, zrobiła przepisowe w tył zwrot i<br />
wymaszerowała.<br />
- Przepraszam, pani kapitan &#8211; odezwał się bardzo ostrożnie major Isvarian, gdy za<br />
bosmanem zamknęły się drzwi. &#8211; Czyżbym właśnie usłyszał, jak kazała pani bosmanowi<br />
znaleźć piętnastu przemytników do służby celnej?<br />
- Oczywiście, że nie, majorze: to królewski okręt, więc co robiliby na jego pokładzie<br />
przemytnicy? &#8211; odparła Honor z kamienną twarzą i błyskiem wesołości w oczach. — Jestem<br />
natomiast pewna, że przez lata służby część mojej załogi miała okazję obserwować rozmaite<br />
osoby próbujące ukryć zakazane towary na okrętach czy też wnieść je na nie niepostrzeżenie.<br />
Przykro mi to mówić, ale mogą nawet znać osobników zajmujących się czarnorynkową dzia-<br />
łalnością na pokładach okrętów Jej Królewskiej Mości.<br />
Po prostu poprosiłam bosmana, by znalazła co bardziej spostrzegawczych.<br />
- Rozumiem. &#8211; Isvarian z nieprzeniknioną miną upił łyk kawy i odstawił filiżankę. &#8211; W<br />
rzeczy samej rozumiem.</p>
<p><em><strong>hrrrrr</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://angmar.adminbros.com/?feed=rss2&amp;p=301</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Muzyka Ainurów-Niezależność</title>
		<link>http://angmar.adminbros.com/?p=302</link>
		<comments>http://angmar.adminbros.com/?p=302#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jul 2010 16:31:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://angmar.adminbros.com/?p=302</guid>
		<description><![CDATA[Lecz gdy temat rozwijał się dalej, w sercu Melkora zbudziła się chęć, żeby wpleść wątki wysnute z własnej wyobraźni, niezgodne z tema­tem Iluvatara; chciał bowiem w ten sposób przydać swojej roli więcej mocy i blasku. Melkorowi dana była szczególna władza i wiedza, a nadto udział we wszelkich darach, rozdzielonych między innych jego braci Ainurów. Często [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lecz gdy temat rozwijał się dalej, w sercu Melkora zbudziła się chęć, żeby wpleść wątki wysnute z własnej wyobraźni, niezgodne z tema­tem Iluvatara; chciał bowiem w ten sposób przydać swojej roli więcej mocy i blasku. Melkorowi dana była szczególna władza i wiedza, a nadto udział we wszelkich darach, rozdzielonych między innych jego braci Ainurów. Często zapuszczał się sa­motnie w puste przestrzenie, szukając Niezniszczalnego Pło­mienia, paliła go bowiem żądza stwarzania Bytów własnego pomysłu; wydawało mu się, że Iluvatar nie ma żadnych planów co do Pustki i niecierpliwie pragnął ją po swojemu wypełnić. Nie znalazł jednak Płomienia, który należy wyłącznie do Iluva­tara, a ponieważ wiele czasu spędzał w samotności, wylęgły się w jego sercu myśli odmienne niż myśli innych Ainurów.<br />
Niektóre z tych własnych myśli wprowadził do swojej mu­zyki i natychmiast powstały jaskrawe dysonanse, a ci, co śpie­wali obok niego, zbici z tropu i zaniepokojeni, zgubili wątek melodii, kilku zaś spróbowało dostroić ją do głosu Melkora, zamiast urzeczywistniać pierwotny zamysł. Tak więc dysonan­se wprowadzone przez Melkora rozprzestrzeniły się, a melodie przedtem rozbrzmiewające zatonęły w morzu skłóconych dźwię­ków. Iluvatar słuchał i czekał, aż wreszcie jak gdyby burza roz­szalała się nad Jego tronem, czarne fale ścierały się ze sobą w straszliwym gniewie i zdawało się, że nic nigdy już ich nie uśmierzy. Wtedy Iluvatar wstał i Ainurowie zobaczyli, że się uśmiecha. Podniósł lewą rękę i natychmiast z chaosu wyłonił się nowy temat, zarazem podobny i niepodobny do pierwotne­go, a muzyka stopniowo nabierała nowej siły i piękności. Lecz dysonanse Melkora znów się wzbiły zgrzytem ponad inne gło­sy i wojna dźwięków rozpętała się jeszcze gwałtowniej; wielu Ainurów w przygnębieniu umilkło, więc głos Melkora wziął górę nad całą muzyką. Po raz drugi Iluvatar wstał i tym razem oblicze Jego było surowe. Podniósł prawą rękę i oto trzeci te­mat wyłonił się z chaosu, odmienny od obu poprzednich. Z po­czątku bowiem zdawał się łagodny i słodki, ledwie szemrzący melodyjnymi cudnymi dźwiękami, lecz nie dawał się przytłu­mić, wzmagał się stopniowo i pogłębiał. W końcu brzmiało to tak, jakby przed tronem Iluvatara rozwijały się jednocześnie dwie symfonie, całkowicie różne. Jedna głęboka, rozlewna i piękna, lecz powolna i nasycona bezgranicznym smutkiem, który zdawał się głównym źródłem jej piękności. Druga osią­gnęła wprawdzie teraz jakąś własną spójność, lecz była hałaśli­wa, próżna i powtarzała swe motywy w nieskończoność; nie­wiele w niej było harmonii, tworzyła raczej krzykliwe unisono, jakby mnóstwo trąb grało w kółko kilka wciąż tych samych to­nów. Ta druga starała się gwałtownością głosów zagłuszyć pierwszą, ale daremnie, bo tamta przejmowała z niej najbar­dziej tryumfalne dźwięki i wplatała je we własną uroczystą pieśń. I gdy tak się zmagały dwie fale Muzyki, wstrząsając przybyt­kiem Iluvatara i wprawiając w drżenie ciszę nigdy przedtem nie poruszoną, Iluvatar po raz trzeci wstał, a tych, którzy spojrzeli na Jego oblicze, zdjął lęk. Podniósł obie ręce i Muzyka urwała się na jednym akordzie, głębszym niż Otchłań i wyższym niż Fir­mament, przenikliwym jak światło oczu Iluvatara.</p>
<p>Wtedy Iluvatar przemówił:<br />
- Wielką moc mają Ainurowie, a najmocniejszy z nich jest Melkor, lecz niech wie i on, i każdy z was, że jam jest Iluvatar. Pokażę wam teraz wszystko, co wyśpiewaliście, abyście zoba­czyli swoje dzieło. Ty zaś, Melkorze, przekonasz się, że nie moż­na wprowadzić do symfonii żadnego tematu, który by w istocie nie miał swego źródła we mnie i że nie uda ci się zmienić tej muzyki na przekór mojej woli. Kto się o to pokusi, okaże się w końcu tylko narzędziem moich planów, ujrzy bowiem rzeczy wspanialsze niż wszystko, co sam zdolny jest sobie wyobrazić.</p>
<p><strong>I tak się karze niezależność</strong><em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://angmar.adminbros.com/?feed=rss2&amp;p=302</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ludzie i wojna&#8230;</title>
		<link>http://angmar.adminbros.com/?p=296</link>
		<comments>http://angmar.adminbros.com/?p=296#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Jul 2010 18:06:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://angmar.adminbros.com/?p=296</guid>
		<description><![CDATA[Cytat pochodzi z powieści Joe Haldemana &#8222;Wieczna Wojna&#8221; Ta 1143-letnia wojna wynikła z fałszywych przesłanek i trwała tylko dlatego, że dwie rasy nie mogły się porozumieć. Kiedy zaczęły rozmawiać, pierwszym pytaniem było: „Dlaczego zaczęliście?&#8221;, a w odpowiedzi usłyszano: „My?&#8221; Taurańczycy od tysiącleci nie toczyli wojen i na początku dwudziestego pierwszego wieku wyglądało na to, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Cytat pochodzi z powieści Joe Haldemana &#8222;Wieczna Wojna&#8221;<br />
</strong></p>
<p><strong>Ta 1143-letnia wojna wynikła z fałszywych przesłanek i trwała tylko dlatego, że dwie rasy nie mogły się porozumieć.<br />
Kiedy zaczęły rozmawiać, pierwszym pytaniem było: „Dlaczego zaczęliście?&#8221;, a w odpowiedzi usłyszano: „My?&#8221;<br />
</strong><em></p>
<p>Taurańczycy od tysiącleci nie toczyli wojen i na początku dwudziestego pierwszego wieku wyglądało na to, że ludzkość<br />
również niebawem wyrośnie z tego. Jednak pozostali jeszcze starzy żołnierze — wielu z nich na wpływowych stanowiskach.<br />
W praktyce to właśnie oni kontrolowali Siły Zbrojne ONZ, które wykorzystywały nowo odkrytą technikę skoków kolapsarowych<br />
do badania przestrzeni międzygwiezdnej.<br />
Te pierwsze statki często miały awarie i znikały bez śladu.<br />
Eks-wojskowi byli podejrzliwi. Uzbroili jednostki grupy kolonizacyjnej i kiedy napotkali pierwszy taurański statek, rozwalili go.<br />
Potem odkurzyli swoje medale i cała reszta przeszła do historii.Jednak nie można za wszystko winić wojskowych.<br />
Przedstawione przez nich dowody świadczące o winie Taurańczyków były śmiesznie słabe. Nielicznych ludzi, którzy usiłowali o tym mówić, zignorowano.<br />
Tak naprawdę, to gospodarka Ziemi potrzebowała wojny, a ta była wprost idealna. Otwierała piękną dziurę, do której można było wrzucać<br />
worki pieniędzy, a ponadto bardziej łączyła niż dzieliła ludzką rasę.<br />
Taurańczycy znów nauczyli się walczyć — w pewnym stopniu. Nigdy nie byli w tym dobrzy i w końcu na pewno przegraliby wojnę.<br />
Taurańczycy, jak wyjaśniała książka, nie mogli porozumieć się z ludźmi, ponieważ nie znali pojęcia jednostki; od milionów lat byli klonowani.<br />
W końcu jednak ziemskie krążowniki zostały obsadzone klonami Człowieka-Kahna i po raz pierwszy obie strony były w stanie dogadać się ze sobą.<br />
Książka podawała to jako niezbity fakt. Poprosiłem <strong>Człowieka</strong>, żeby wytłumaczył mi, co to oznacza, cóż takiego specyficznego jest w porozumiewaniu się klonu z klonem, ale odpowiedział mi, że a priori nie jestem w stanie tego zrozumieć. Nie było na to odpowiednich słów, a nawet gdyby były, mój umysł nie byłbyw stanie przyswoić tych zagadnień.W porządku. Brzmiało to trochę podejrzanie, ale chciałem mu wierzyć. Uwierzyłbym nawet, że czarne to białe, gdyby miało to oznaczać zakończenie wojny.<br />
<strong>Człowiek</strong> był naprawdę troskliwym stworzeniem. Tylko dla naszej dwudziestodwuosobowej kompanii zadał sobie trud wskrzeszenia małej restauracyjki, otwartej przez całą dobę (nigdy nie widziałem, żeby Człowiek jadł czy pił — pewnie jakoś umiał obchodzić się bez tego). Siedziałem w niej pewnego wieczoru, pijąc piwo i czytając ich książkę, gdy Charlie wszedł i usiadł przy moim stoliku. Bez żadnych wstępów oznajmił:<br />
— Mam zamiar spróbować.<br />
— Czego spróbować?<br />
— Kobiet. Stosunków hetero&#8230; — Wzdrygnął się. — Bez urazy&#8230; jednak to niezbyt pociągająca perspektywa.<br />
Z roztargnionym wyrazem twarzy poklepał mnie po ręce.<br />
— Jednak alternatywa&#8230; — mówił dalej. — Próbowałeś?<br />
— No cóż&#8230; Nie, nie próbowałem.<br />
<strong>Kobieta-Człowiek</strong> była ucztą dla oczu, jednak w ten sam sposób jak obraz czy rzeźba. Nie byłem w stanie dojrzeć w niej<br />
ludzkiej istoty.<br />
— Nie próbuj — poradził, nie rozwijając tematu. — Poza tym oni mówią — on, ona, ono mówi — że równie łatwo mogą<br />
doprowadzić mnie do poprzedniego stanu. Jeśli to mi się nie spodoba.<br />
— Spodoba ci się, Charlie.<br />
— Jasne, oni też tak mówią.<br />
Zamówił sobie napój bezalkoholowy.<br />
—&#8217; To po prostu wydaje mi się przeciwne naturze. W każdym razie, skoro zamierzam przestawić się, to czy miałbyś coś przeciwko temu, żebym&#8230; może moglibyśmy polecieć na tę samą planetę?<br />
— Pewnie, Charlie, byłoby wspaniale! — odparłem całkiem szczerze. — Czy wiesz, dokąd chciałbyś się udać?<br />
— Do licha, wszystko mi jedno. Aby jak najdalej stąd.<br />
— Zastanawiam się, czy na Heaven wciąż jest tak&#8230;<br />
— Nie. — Charlie wskazał kciukiem na barmana. — On tam mieszka.<br />
— W takim razie nie wiem. Pewnie mają jakąś listę.<br />
Do tawemy wszedł <strong>Człowiek</strong>, pchając przed sobą wózek ze<br />
stertą skoroszytów.<br />
— Major Mandella? Kapitan Moore?<br />
— To my — odparł Charlie.<br />
— Oto wasze akta. Mam nadzieję, że was zainteresują. Zo stały przelane na papier, kiedy wasz oddział został ostatnim, który<br />
nie powrócił, ponieważ utrzymywanie normalnej sieci informacyjnej do przechowywania tak niewielu danych byłoby niepraktyczne.<br />
Zawsze przewidywali twoje pytania, nawet jeśli żadnych nie zadawałeś.<br />
Mój skoroszyt był chyba pięć razy grubszy niż akta Charliego.<br />
Zapewne grubszy od wszystkich innych, gdyż najwidoczniej byłem jedynym żołnierzem, który zaliczył całą wojnę. Biedna Marygay.<br />
— Ciekawe, jaki raport napisał o mnie stary Stott. Otworzyłem teczkę.<br />
Do pierwszej strony była przypięta karteczka. Wszystkie inne strony były dziewiczo białe, tylko ta jedna była pożółkła ze starości i kruszyła się na brzegach.<br />
Nawet po tak długim czasie charakter pisma był mi dobrze, aż za dobrze znany. Data sprzed 250 lat.<br />
Zamrugałem, czując, jak oślepiają mnie łzy. Nie miałem podstaw, aby oczekiwać, że ona jeszcze żyje. Jednak nie wiedziałem,<br />
że umarła, dopóki nie zobaczyłem tej daty.<br />
— Wiliamie? Co..?<br />
— Zostaw mnie, Charlie. Tylko na moment.<br />
Otarłem oczy i zamknąłem teczkę. Nie powinienem czytać tej przeklętej notatki. Rozpoczynając nowe życie, powinienem pozostawić za sobą demony przeszłości.<br />
Jednak nawet list zza grobu to jakaś forma kontaktu. Ponownie otworzyłem skoroszyt.</p>
<p><strong>11 października 2878<br />
Wiliamie!<br />
To wszystko jest w twoich aktach osobowych. Jednak znając cię, wiem, że możesz je po prostu cisnąć do kosza. Dlatego posyłam ci ten list.<br />
Jak widać, przeżyłam. Może ty też. Spotkajmy się. Z raportów wynika, że jesteś w Sade-13 8 i nie wrócisz wcześniej jak za parę wieków. Żaden problem.<br />
Lecę na planetę zwaną Middłe Finger, piątą w układzie Mizara. To dwa skoki kolapsarowe stąd — dziesięć miesięcy czasu pokładowego.<br />
Middłe Finger to coś w rodzaju azylu dla heteroseksualnych. Nazywają ją „podstawą kontroli eugenicznej&#8221;.Mniejsza z tym.<br />
 Ja i pięciu innych weteranów wydaliśmy wszystkie nasze pieniądze, ale kupiliśmy od ONZ stary krążownik i używamy go jako maszynę czasu.<br />
Tak więc jestem na promie relatywistycznym, czekając na ciebie. Wystarczy odlecieć na pięć lat świetlnych od MiddłeFinger, a potem powrócić z pełną prędkością. Przez każde dziesięć lat starzeję się mniej więcej o miesiąc. Tak więc, jeśli wrócisz zgodnie z planem i żywy, będę miała dopiero dwadzieścia osiem lat, kiedy tu przybędziesz. Pospiesz się! Nie znalazłam sobie nikogo innego i nikogo innego nie chcę.<br />
Nie obchodzi mnie, czy masz dziewięćdziesiąt lat, czy trzydzieści. Jeżeli nie będę mogła być twoją kochanką, będę twoją pielęgniarką.<br />
Marygay</strong></em></p>
<p>Hej, barman!<br />
Słucham, panie majorze?<br />
Słyszał pan o Middłe Finger? Jest tam jeszcze?<br />
— Oczywiście. A gdzie miałaby być?<br />
Słuszne pytanie.<br />
— Bardzo miłe miejsce. Planeta-ogród. Choć dla niektórych<br />
za mało atrakcyjna.<br />
— O co chodzi? — spytał Charlie.<br />
Podałem barmanowi pustą szklankę.<br />
— Właśnie dowiedziałem się, dokąd lecimy.</p>
<p><strong>&#8222;New Voice&#8221;<br />
Paxton<br />
Middłe Finger 24-6<br />
14.02.3143<br />
WETERAN MA PIERWORODNEGO<br />
Marygay Potter-Mandella (24 Post Road, Paxton) w ten piątek urodziła pięknego chłopca o wadze 3,1 kilograma.<br />
Marygay, jako urodzona w 1977 r., uważa się za drugą „najstarszą&#8221; mieszkankę Middłe Finger.<br />
Brała udział w prawie całej Wiecznej Wojnie, a potem przez 261 lat czekała w promie czasowym na swego obecnego męża.<br />
Dziecko, któremu jeszcze nie nadano imienia, przyszło na świat w domu, przy czym asystowała przyjaciółka rodziny, dr Diana<br />
Alsever-Moore.</strong></p>
<p>P.s. Ech mrzonki żeby tak wszyscy byli takimi humanistami </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://angmar.adminbros.com/?feed=rss2&amp;p=296</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ubuntu &#8230; takie małe problemiki.</title>
		<link>http://angmar.adminbros.com/?p=289</link>
		<comments>http://angmar.adminbros.com/?p=289#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 May 2010 19:10:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ELENTARI</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://angmar.adminbros.com/?p=289</guid>
		<description><![CDATA[A witam długo mnie nie było . Z nowości postanowiłem dokonać update do nowej wersji Ubuntu 10.04 z &#8222;dziewiątki &#8216;. Dla wszystkich zainteresowanych należy uważać przy automatycznym uaktualnieniu na parę rzeczy: 1. Najpierw odinstalować sterowniki własnościowe (jeśli takowe posiadamy) , u mnie był potem problem z Ati radeonem . 2. Nie pozwalać na automatyczne usunięcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>A witam długo mnie nie było .<br />
Z nowości postanowiłem dokonać update do nowej wersji Ubuntu 10.04 z &#8222;dziewiątki &#8216;.<br />
Dla wszystkich zainteresowanych należy uważać przy automatycznym uaktualnieniu na parę rzeczy:<br />
1. Najpierw odinstalować sterowniki własnościowe (jeśli takowe posiadamy) , u mnie był potem problem z Ati radeonem .<br />
2. Nie pozwalać na automatyczne usunięcie tego co sami doinstalowaliśmy.<br />
3. Po update możn nie uruchomić się poprawnie Compliz (trzeba usunąć niespełnione zależności ) i usunąć go poprzez opcje &#8222;purge&#8221; i doinstalować ponownie (zanim zainstalujemy grafikę.<br />
4 . W tym samym czasie dobrze jest przeinstalować ta sama metoda nautiliusa .<br />
5. Po instalacji Compliza (bądź całego GNOME) należy naprawić zależności i doinstalować sterowniki do grafiki.<br />
6. Powinno byc ok , mnie jeszcze przestało działać strumieniowanie plików typu avi , mpg , itpp. przez nautilusa (musiałem doinstalować jeszcze raz kodeki i mplayera )<br />
8.Jak nie usuwaliście programów doinstalowanych przez siebie nie powinno być problemu ,jeśli natomiast instalowaliście należy je po prostu usunąć i zainstalować jeszcze raz.<br />
9. Podczas update może pojawić się błąd niemożności skonfigurowania timitidy demon (to jeśli ktoś używał programów do midi bądź do wav) ,przyczyna to niespełnione zależności w python-ie jak pewnie zgadliście trzeba go wywalić i zainstalować jeszcze raz .<br />
10. Generalnie jak nie musicie nie róbcie uaktualnienia poczekajcie na wersje 10.10 w październiku <img src='http://angmar.adminbros.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>To tyle jeśli chodzi o linie frontu pt. System operacyjny inny niż ulubione <img src='http://angmar.adminbros.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://angmar.adminbros.com/?feed=rss2&amp;p=289</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Muza inna niż moja ulubiona&#8230;</title>
		<link>http://angmar.adminbros.com/?p=287</link>
		<comments>http://angmar.adminbros.com/?p=287#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 06:28:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ELENTARI</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://angmar.adminbros.com/?p=287</guid>
		<description><![CDATA[Witam ! Ale mnie naszło, normalnie chandra jakaś czy coś. Zaczęło mnie podobać się, coś czego normalnie nie znoszę.Muzycznie mam gust jakby już ustabilizowany i wyrobiony (tak mi się wydaje). A teraz od paru dni słucham alternatywnej ( w dosłownym tego słowa znaczeniu) muzy praktycznie zapętlonej . Ech jest ze mną chyba coś nie tak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Witam !<br />
Ale mnie naszło, normalnie chandra jakaś czy coś. Zaczęło mnie podobać się, coś czego normalnie nie znoszę.Muzycznie mam gust jakby już ustabilizowany i wyrobiony (tak mi się wydaje). A teraz od paru dni słucham alternatywnej ( w dosłownym tego słowa znaczeniu) muzy praktycznie zapętlonej . Ech jest ze mną chyba coś nie tak . W życiu są jednak na pewno lepsze i gorsze okresy(definitywnie ten jest gorszy ).<br />
W ogóle jakoś tak nie &#8222;idzie&#8221; ostatnio, normalnie mam wrażenie że jak się pech człowieka czepi to nie chce puścić.<br />
Ogólnie niby wszystko ok ale mam wrażenie, iż jak coś pęknie (i to lada moment) to się nie pozbieram tak łatwo jak zwykle.<br />
Pesymizm przeze mnie przemawia .<br />
Bueeeee &#8230;<br />
Wniosek trzeba wrócić do słuchanej muzy może się polepszy <img src='http://angmar.adminbros.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><center><em>Dom dziecka dzień dobry ja w sprawie Adrianka<br />
Tego co wiecie wziąłem na święta<br />
Miałem go dzisiaj odstawić do Was<br />
Jak się coś stanie, Boże uchowaj<br />
Choć nie jest mi łatwo, kłopoty mam spore<br />
Od trzech lat do siebie do domu go biorę<br />
By sam tak nie był gdy z kimś jest każdy<br />
I u nas wypatrzył tą pierwszą gwiazdkę<br />
A on zawsze smutny i jakby cofnięty<br />
Lecz właśnie dlatego wymaga opieki<br />
Szczególnej czułości i dużo ciepła<br />
To samo sądzi moja żona Ewa<br />
I nasze dzieci Justysia i Kamil<br />
Bardzo się cieszą gdy Adzio jest z nami<br />
Chociaż wie pani jaki on dziwny<br />
Gdy pytam nie mówi czy jest szczęśliwy</p>
<p>Adrian no co ty banan na buzię ciesz się no ciesz się<br />
Trzy dni pożyjesz jak żyją ludzie musi ci starczyć na rok<br />
Adrian ja nie wiem czego się smucisz ciesz się no ciesz się<br />
Płaczesz że jesteś czy że tam wrócisz życzę wesołych świąt</em></center></p>
<p>P.S. jeszcze rozp* miskę olejową (dopiero co ja zrobiłem)  Arghhhhh.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://angmar.adminbros.com/?feed=rss2&amp;p=287</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
